logo

Wednesday, 09 November 2016 18:54

SMOLEŃSK-2010: TUSK WIEDZIAŁ O ZAMIENIONYCH CIAŁACH I TROTYLU NA WRAKU TUPOLEWA

 

Dorota Kania, Gazeta Polska, 09.11.2016    

 

Pracownicy Agencji Wywiadu tuż po smoleńskiej katastrofie dowiedzieli się, że w Rosji doszło do zamiany ciał ofiar. Także w 2010 r. służby uzyskały informacje, że na wraku Tu-154M są obecne ślady materiałów wybuchowych. Polskie władze nie zrobiły nic z tymi informacjami. Bo ich głównym celem była dobra współpraca z Władimirem Putinem. Bez względu na fakty  

 

Według naszych ustaleń bezpośrednio w przygotowanie wizyty prezydenta RP prof. Lecha Kaczyńskiego w Katyniu było zaangażowanych czterech pracowników Agencji Wywiadu, z których jeden zginął w Smoleńsku. Wszyscy byli oficjalnie pracownikami Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Byli związani z jego działaniami także po katastrofie. Po tragedii 10 kwietnia 2010 r. polskie służby specjalne, mimo że pozyskiwały bardzo istotne informacje, nie zrobiły z nich użytku. Teraz prokuratura bada, czy nie doszło do popełnienia przestępstwa. Śledztwo jest w całości tajne – poza nim są prowadzone także inne postępowania dotyczące katastrofy smoleńskiej.  

 

ZAMIENIONE CIAŁA  

 

Przed przylotem do Polski trumien z ciałami ofiar smoleńskiej katastrofy przebywająca w Moskwie ówczesna minister zdrowia Ewa Kopacz i Tomasz Arabski zapowiedzieli wszystkim bliskim, że zalutowane w Rosji trumny w Polsce nie będą otwierane.

  

 – Nie wierzyłam w to, co słyszę, nie wydawało się nam to możliwe. Dowiedzieliśmy się o tym nad ranem 12 kwietnia 2010 r. Byliśmy w tak ogromnej traumie, że nawet ci, którzy chcieli otworzyć trumny, zdecydowali, że tego nie zrobią. Wierzyliśmy wtedy, że wszytko jest w porządku. Niestety, już w Polsce zaczęły się wątpliwości – mówi nam Ewa Kochanowska, wdowa po dr. Januszu Kochanowskim, rzeczniku praw obywatelskich. 

 

Jak wspominają bliscy ofiar, krytyczne refleksje pojawiły się przy odbieraniu trumien z hali sportowej Torwar.

 

Jedne trumny były lekkie jak piórko, inne bardzo ciężkie, jakby ważyły tonę. Bierzemy pod uwagę, że w trumnach może nie być szczątków naszych najbliższych lub też że włożono do nich coś zupełnie innego. Mimo to chcemy poznać prawdę, nawet jeżeli będzie najgorsza – opowiadają nasi rozmówcy. 

 

Dopiero prace Parlamentarnego Zespołu do spraw Zbadania Przyczyn Katastrofy Tu-154M pod przewodnictwem Antoniego Macierewicza doprowadziły do tego, że na światło dzienne zaczęły wychodzić nieprawidłowości, których dopuścili się zarówno urzędnicy Donalda Tuska, jak i on sam.

 

Warto pamiętać, że to właśnie Donald Tusk był jedynym i bezpośrednim nadzorcą służb specjalnych (w czasie rządów PO nie było ministra koordynatora nadzorującego służby). 

 

Do tej pory ekshumowano dziewięć ciał ofiar smoleńskiej katastrofy. Ze względu na nieprawidłowości w sekcjach zwłok – Przemysława Gosiewskiego, prof. Janusza Kurtyki i Zbigniewa Wassermanna. Natomiast w związku z pomyleniem ciał ekshumowano szczątki Anny Walentynowicz oraz Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej, prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego oraz Tadeusza Lutoborskiego, ks. Ryszarda Rumianka i ks. Zdzisława Króla.

 

W trakcie sekcji zwłok okazało się, że doszło w Rosji do zbezczeszczenia ciał. Przy zwłokach Anny Walentynowicz ujawniono pochodzący z samolotu nit.

 

Zarówno na miejscu katastrofy, jak i później w Moskwie, gdzie przewieziono ciała ofiar, byli obecni pracownicy Agencji Wywiadu, którzy oficjalnie występowali jako pracownicy Ambasady Polskiej w Moskwie lub urzędnicy MSZ. To właśnie ze środowiska dyplomatów wyszła informacja, że już we wrześniu 2010 r. mówiono głośno w MSZ o tym, że prezydent Ryszard Kaczorowski jest pochowany pod innym nazwiskiem, a w jego grobie w Świątyni Opatrzności Bożej spoczywają szczątki kogoś innego.

 

ZNIKAJĄCE DOKUMENTY I TROTYL NA WRAKU 

 

Dokumentacja działań pracowników Agencji Wywiadu na terenie Rosji przed i po katastrofie smoleńskiej powinna znajdować się w ich teczkach. 

 

– Każdy pracownik Agencji Wywiadu sporządza raporty ze swojej działalności. Problem w tym, że jeżeli jest to oficer działający pod przykryciem, to nie może sporządzić dokumentu na komputerze w miejscu, gdzie oficjalnie pracuje czy też w domu. Dlatego pisze odręczne raporty w jednym egzemplarzu, które są przekazywane później do centrali AW. Co się dalej z tymi dokumentami dzieje – wiedzą tylko ludzie z centrali. Podobnie jest z informacjami przekazywanymi ustnie – mówi nam płk Piotr Wroński, emerytowany oficer wywiadu, który karierę zaczynał w Służbie Bezpieczeństwa, a skończył w AW.

 

Dziś już wiadomo, że znaczna część dokumentów służb specjalnych, które dotyczyły smoleńskiej katastrofy, została ukryta. Wykazał to audyt przeprowadzany w służbach przez ministra koordynatora Mariusza Kamińskiego.

 

– Po audycie wszystkie materiały służb związane z katastrofą smoleńską zostały przekazane do prokuratury. Mogę jedynie powiedzieć, że są to materiały niejawne, a ich przekazanie stało się możliwe dopiero po zmianie sytuacji politycznej. Za czasów poprzedniej władzy służby nie prowadziły własnych działań zmierzających do ustalenia przyczyn smoleńskiej katastrofy, nie monitorowały sytuacji po katastrofie. Minister Mariusz Kamiński podkreślał, że służby były reaktywne, że ograniczały się jedynie do czynności, które zlecała prokuratura – mówi nam Stanisław Żaryn, rzecznik prasowy ministra koordynatora.

 

Faktyczny obraz działania służb specjalnych w zakresie wyjaśniania smoleńskiej tragedii w czasie rządów Donalda Tuska obrazuje informacja dotycząca działań (a raczej ich braku) pracownika Agencji Wywiadu.

 

Służby zlekceważyły człowieka, który chciał przekazać istotne informacje związane z tragedią 10 kwietnia 2010 r. Jak ujawnił minister koordynator Mariusz Kamiński, obywatel Rosji zgłosił się do ambasady RP w Moskwie, jednak przedstawiciel polskiego wywiadu zignorował to i nie podjął tropu, a uzyskane dane przekazano… Federalnej Służbie Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej.

 

Teraz prokuratura prowadzi dotyczące AW śledztwo zajmujące się nieprawidłowościami, do których doszło w związku z katastrofą. Służby specjalne miały także informacje o tym, że na fragmentach tupolewa, który rozbił się w Smoleńsku, stwierdzono obecność materiałów wybuchowych.

 

We wrześniu 2011 r. do Rosji pojechali polscy prokuratorzy i biegli, którzy sprawdzali, czy na fragmentach Tu-154M o numerze bocznym 101 są ślady wybuchu. Czytniki urządzeń, które mieli ze sobą biegli, wykazały bardzo silne stężenie składników występujących w trotylu i nitroglicerynie.

 

Badania przeprowadzili eksperci z zakresu badań fizykochemicznych, badania wypadków lotniczych, specjalista z zakresu budowy Tu-154 oraz specjaliści z zakresu kryminalistyki. Informacje te zostały przekazane do prokuratury; trafiły także do służb specjalnych.

 

W żaden sposób nie wykorzystano ich; mało tego – pracę w „Rzeczpospolitej” stracił Cezary Gmyz, który ujawnił, że na wraku tupolewa znaleziono trotyl. Co jest niezwykle istotne – polskie służby już kilka dni po katastrofie miały informacje, które wskazywały na obecność materiałów wybuchowych na wraku tupolewa. Ta wiedza została jednak głęboko ukryta, a służby nie podjęły działań, by wyjaśnić tę kwestię.

 

DOBRE RELACJE Z ROSJĄ

 

Dziś już wiadomo, że głównym celem obozu Donalda Tuska były dobre relacje z Rosją. Podczas przesłuchania 19 października 2011 r. w Prokuraturze Warszawa-Praga Donald Tusk zeznał, że jego spotkania i rozmowy z Władimirem Putinem, ówczesnym premierem Rosji, miały na celu zbudowanie wzajemnych dobrych relacji. 

 

„Tematem refleksji o obchodach 70. rocznicy zbrodni katyńskiej było już spotkanie z premierem Putinem podczas obchodów rocznicy wybuchu II wojny światowej. Wątek katyński był stałym wątkiem w rozmowach ze stroną rosyjską, dotyczy to moich spotkań z premierem Putinem. Temat wspólnej obecności w Katyniu, mojej i premiera Putina, nie pojawił się podczas rozmowy we wrześniu 2009 r. Pojawił się jedynie plan spotkania w pierwszym kwartale 2010 r. Miał to być dalszy ciąg wspólnej pracy na rzecz poprawy relacji polsko-rosyjskich” – czytamy w protokole przesłuchania Donalda Tuska.

 

Podejście polskiego rządu do Rosji i Putina było wyznacznikiem dla służb specjalnych i prokuratury. Prokuratura, która zarządziła ekshumacje (nikt wówczas nie protestował, uznając prawo śledczych do takich działań) nie uwzględniła wniosku rodzin, by przy sekcjach zwłok był obecny Michael Baden, światowej klasy specjalista badający ciała ofiar katastrof lotniczych.

 

Gdy rodziny zwróciły się z wnioskiem do śledczych, by biegły z USA miał możliwość wykonania sekcji, śledczy oznajmili, że „Rosja jest wielkim mocarstwem”, i na udział dr. Badena w autopsji nie wyrazili zgody.

Схоже в даній категорії: « PREVIOUS Статті NEXT »

100 LATEST ARTICLES

AUTHORS & RESOURCES

Archive of articles